obozy żeglarskie

Podróż z przebojową mamą i obozy żeglarskie

Moja mama była zawsze bardzo odważną i pewną siebie kobietą, nie było łatwo zbić ją z pantałyku. W dzieciństwie mieszkała na wsi, w zasadzie nawet poza wsią, bo w leśniczówce. Jej ojciec pracował jako leśniczy, zajmował się też pszczelarstwem.

Obozy żeglarskie na wakacje

obozy żeglarskieWielokrotnie wybierała się z nim na nocne wyprawy, nawet jako całkiem mała dziewczynka, która ledwo sięgała głową ponad stół. Nauczyła się walczyć ze swoim strachem, a obcując z naturą zakochała się w przyrodzie. We wakacje jeździła na obozy żeglarskie, na które potem wysyłała także swoje córki, w tym i mnie. Wszystkie skończyłyśmy kurs żeglarski, miałyśmy też patent żeglarski, a moja mama miała dodatkowo patent sternika motorowodnego. Kiedy podrosłyśmy na tyle, że można nas było zabrać na dłuższą wyprawę, mama zdecydowała, że we wakacje bierze urlop i wyruszamy na dwutygodniową podróż po Polsce, a przynajmniej po pewnej jej części. Wyposażyłyśmy odpowiednio wynajęty jacht, mama była przyzwyczajona do niedogodności, ponieważ w dzieciństwie mieli w domu nawet łazienki, jednak mnie i siostrze na początku mieszkanie na jachcie sprawiało trochę problemów. Zatrzymywałyśmy się w miastach, które znajdowały się na naszej trasie i zwiedzałyśmy je, nie było możliwości, żeby się nudzić. W końcu trafiłyśmy w okolice Bydgoszczy, która była największym miastem, przez jakie przepływałyśmy.

Mama stwierdziła, że koniecznie musimy zwiedzić Wyspę Wisielców. Był już wieczór i zaczynało się ściemniać, duszę miałam więc na ramieniu, ale mama była odważna. To było jedno z najdziwniejszych miejsc, jakie widziałam.