Nawóz zwalczający mech na trawniku

Do niedawna sądziłam, że największą zmorą w ogrodzie są chwasty. Szkodniki nie stanowią problemu, opryska się roślinki i gotowe. A chwasty nawet jak się je wyrwie z korzeniami to zawsze gdzieś jakieś ich nasionko spadnie i wykiełkują znowu. Trzeba zatem regularnie odchwaszczać cały ogród. Jednak w tym roku pojawiła się nowa zmowa w postaci mchu.

Polecany nawóz do trawy

nawóz do trawy antymechMech w lesie jest świetny. Ma ładny kolor, jest przyjemny w dotyku, rosną na nim grzyby. Idealna wyściółka leśnego runa, ale nie do ogrodu. Nie dosyć, że przez niego trawnik nie wyglądał najlepiej to jeszcze nie dalo się go pozbyć. Szybko się rozrastał i zajmował coraz większe połacie. Pojawiał się nawet w miejscach suchych i nasłonecznionych, eliminując tym trawę. Musiałam szybko działać, by mech nie zajął mi całej działki. Jego wyrywanie i zgrabianie nic nie dało. Kupiłam zatem nawóz do trawy antymech. Etykieta mówiła, że nawóz skutecznie wyeliminuje mech, a jednocześnie nie zniszczy trawy. Wystarczyło granulki rozsypać na trawniku tam gdzie pojawia się mech, a potem mocno podlać ten obszar wodą, by nawóz wchłonął się do gleby. Nie wiedziałam kiedy i jakich efektów mogę oczekiwać, ale każdy sposób walki z mchem wydawał mi się dobry. Po kilku dniach zobaczyłam brązowe plamy na trawniku. Bałam się, że nawóz spalił mi trawę, ale to był mech, który wyschnął i obumarł. Byłam tym zachwycona. Żeby przyspieszyć ten proces zbierałam suchy mech do worka, by nie zalegał na trawie. W krótkim czasie problem mchu zniknął.

Nawóz typu antymech uratował mój trawnik. Dzięki niemu trawa znowu odżyła i zaczęła rosnąć, a mech stał się przeszłością. Cieszę się, że mój ogród znowu wygląda rewelacyjnie, a ja mogę wrocić do skupiania się na wyrywaniu paskudnych chwastów, a nie grzęźnięciu w mchu.